Kat życie Ci uratuje

paracl04Nasza historia zaczyna się 10 listopada Anno Domini 1493, w Einsiedeln, w Szwajcarii. Urodził się wtedy człowiek, nazywany dzisiaj ojcem medycyny nowożytnej. Oczywiście mam na myśli Paracelusa (a właściwie Phillippusa Aureolusa Theophrastusa Bombastusa von Hohenheim :P). Znany z niezwykle ciętego języka i krytycyzmu wobec wszystkich, wtedysiejszych autorytetów, prowadził badania nad wpływem substancji chemicznych na zdrowie. Podsumowaniem jego pracy było sławne stwierdzenie: „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną.” (niem. „Alle Ding’ sind Gift, und nichts ohn’ Gift; allein die Dosis macht, daß ein Ding kein Gift ist.”).

Pierwsza substancja, o której napiszę bierze swą nazwę z mitologii greckiej, od ostatniej z trzech sióstr-boginkek 300px-Fates(Mojr), sprawującyc pieczę nad ludzkim życiem. Były to Kloto (przędąca nić życia), Lachesis (strzegąca jej) oraz Atropos (ta, która ją przecina). Dobrze znaną substancję atropinę, wyizolowaną m.in. z pokrzyku wilczej jagody (Atropa belladonna) oraz korzenia mandragory. Choć znana jest ze swoich trujących właściwości (znosi działanie neuroprzekaźnika – acetylocholiny), posiada również wiele pozytywnych zastosowań. Istnieją przekazy, że ekstraktów zawierających atropinę używała Kleopatra w celu rozszerzania swoich źrenic (podobnie zresztą było w Renesansie) w celach kosmetycznych. Sporządzano z niej, ponoć niezwykle skuteczne, eliksiry miłości. W dzisiejszych czasach atropina znana jest przede wszystkim z gabinetu okulisty. Krople zawierające atropinę powodują (oprócz rozszerzania źrenic) zahamowanie odruchu zamykania oczu – co znacznie ułatwia pracę okulistów :P. Z mniej znanych właściwości, atropina przeciwdziała skutkom zatrucia trucizną bojową o nazwie Sarin (fluorometylofosfonian izopropylu), który powoduje zwiększoną produkcję acetylocholiny.

Kolejną pozycją na tej liście będzie trucizna często wspominana w literaturze m.in. przez sir A. C. Doyle’a w „Znaku czterech”:
„— Nim się tu zjawią — rzekł Holmes — dotknij ramienia tego biedaka, o potem połóż rękę na
jego nodze. Co odczujesz?
— Że muskuły są twarde jak kamień — odpowiedziałem.
— Otóż właśnie… Znajdują się one w stanie niesłychanego skurczu, znacznie silniejszego niż przy normalnym rigor mortis. Połączywszy to z wykrzywieniem twarzy, tym hipokratesowym uśmiechem, względnie risus sardonicus, jak to się nazywało u dawnych autorów, jakąś byś wyciągnął konkluzję?
— Śmierć spowodowana silnym roślinnym alkaloidem — odpowiedziałem — jakąś substancją w rodzaju strychniny, wywołującą tężec.”
(ang. „”Before they come,” said Holmes, „just put your hand here on this poor fellow’s arm, and here on his leg. What do you feel?”
„The muscles are as hard as a board,” I answered.
„Quite so. They are in a state of extreme contraction, far exceeding the usual rigor mortis. Coupled with this distortion of the face, this Hippocratic smile, or ‚risus sardonicus,’ as the old writers called it, what conclusion would it suggest to your mind?”
„Death from some powerful vegetable alkaloid,” I answered, „some strychnine-like substance which would produce tetanus.””)

220px-Atropine.svg
Strychnina również działa na pewne receptory neuronów, w krytycznych przypadkach prowadząc do skurczów tonicznych (polegających na skurczu mięśnia i pozostania w tej fazie – bez fazy relaksacji) m.in. mięśni oddechowych. Ciekawym jest, że strychnina wydalana jest w postaci niezmienionej. Pomimo tego, że jest tak niebezpieczna (LD50=~30 mg), ma wiele przydatnych zastosowań! W małych dawkach (nie więcej niż 5mg) pobudza nas i to ponoć lepiej niż kofeina! (Drodzy studenci, wystarczy zażyć odpowiednią dawkę i można wkuwać przez calutką noc :D), Ponadto wzmaga intensywność wentylacji płuc, wzmacnia apetyt i ułatwia trawienie, nasilają doznania seksualne, wyostrzają wzrok, węch i smak, przyspieszają czynność serca. Prawdziwe remedium…

Ostatni związek został określony w jakimś artykule mianem „zbawiennego smrodu”. Faktycznie poza swoją toksycznością kojarzy się z przykrym zapachem zgniłych jaj. Mowa oczywiście o starym poczciwym siarkowodorze, w naturze powstającym z rozkładu białek, we wnętrzu ziemi (wydobywa się w postaci gazów wulkanicznych). Ku zdziwieniu naukowców wykryto znaczne ilości tej toksyny w mózgu, a właściwie w hipokampie. Po wielu badaniach stwierdzono, że siarkowodór spełnia ważną rolę podczas neuromodulacji. Innym działaniem jest rozszerzanie naczyń krwionośnych.

grey_rat_in_bed_wearing_night-cap
Kilka lat temu naukowcy umieścili, na kilka godzin, szczura w atmosferze o szczątkowej zawartości H2S (~5 ppm), w temperaturze ok. 15°C. Odruchy tego biednego stworzenia zaczęły spowalniać, aż wreszcie „wydawał się, jakby zmarł” (jego temperatura zrównała się z panującą w pomieszczeniu). Jednak aparatura wskazywała szczątkowe funkcje życiowe. Najbardziej niespodziewane było to, że po przywróceniu normalnego powietrza, szczur bez szwanku wrócił do życia! Okazuje się, że w małych dawkach ten prosty związek powoduje coś na kształt snu zimowego – spowalnia metabolizm i pracę serca, obniża temperaturę ciała. Być może, za parę lat w stan takiej hibernacji uda się wprowadzić człowieka – wyobraźcie sobie wykrwawiającego się żołnierza, któremu zaaplikowano siarkowodór, jego funkcje życiowe spowalniają, intensywność krwawienia maleje, a samego delikwenta można spokojnie przewieźć do szpitala. Z innej beczki, hibernujące zwierze nie musi jeść, bo zużywa swój materiał zapasowy. Dlaczego inaczej miałoby być z człowiekiem? Drogie Panie, drodzy Panowie, co byście powiedzieli na kilka miesięcy przyjemnego snu, po którym budzicie się wypoczęci i lżejsi o kilkanaście kilo? Dla mnie bomba :P.

Reasumując: „Stąd nauczka jest dla żuczka”, że nawet jeśli coś jest uważane za trujące, może być znacznie skuteczniejsze od stosowanych środków, lub nawet niezastąpione dla naszego organizmu. Kto wie, może za dekadę lub dwie, całkowicie spokojni, zażyjemy ampułkę z cyjankiem potasu, zastanawiając się tylko: „Jak sobie radziliśmy bez tego leku?”

Bookmark the permalink.

Comments are closed